"Łowiec Polski" - numer 3/2010
Polowanie i myśliwy
Zaproszono mnie na amerykańskie kaczki i antylopy widłorogie. Myśliwskie szczęście pozwoliło mi także zapolować na jelenie wapiti. Z wyprawy za ocean przywiozłem trofea, ale przede wszystkim przez ponad dwa tygodnie mogłem polować na Dzikim Zachodzie. Podczas pobytu na Dalekim Wschodzie poznałem Amerykanina, którego pasja łowiecka i temperament były na tyle zbliżone do moich, że szybko zostaliśmy przyjaciółmi. Po jego wielu namowach zdecydowałem się na wyjazd do USA, by zakosztować uroków i trudów polowania na prerii.
Jechałem po trofeum antylopy widłorogiej, najszybszego i jednego z najwytrwalszych ssaków na kuli ziemskiej – na dystansie do 2 km potrafi utrzymywać prędkość do 95 km/h, a więc tyle, co gepard przez 300–500 m. To zwierzę, którego samiec osiąga masę ciała do 60 kg i ma jedyną w swym rodzaju budowę i formę trofeum, coś pomiędzy porożem a rogami. Dodatkowym magnesem było to, że po raz pierwszy miałem mieć okazję zapolować z łuku na jelenia wirginijskiego. Dwutygodniowy wyjazd zaplanowałem tak, by po widłorogu i „załapaniu” się na otwarcie sezonu na jelenie w ciągu dnia wygospodarować również czas na polowanie na indyki, gęsi i kaczki.
Resztę artykułu przeczytasz w papierowym wydaniu "Łowca Polskiego"
|
|